Akatyst sierpniowy
płasko .długa linia morza zlewa się z brzegiem.
ametystowe bikini.atole granitowe.na stacji benzynowej
pod Karlskroną dowód ontologiczny. wieczne dzieci
z Bullerbyn sprzedają wiśnie,czereśnie,truskawki,maliny.
soczyste naparstnice przy drodze naparstkami
wypijają słone krople bryzy.Trelleborg.postój na jednej z
uliczek.festyn.tęczowe flagi.stragany pełne moreli i arbuzów.
łagodna jesteś Szwecjo na opustoszałych plażach,zamkniętych
kościołach z małymi cmentarzykami.groby wikingów. blisko
Christianii.przejmujący chłód. cmentarne płyty Eriksonów
Anderssonów.Bosse,Lasse i Lisa siedzą w parku na ławeczce.
w Anderslov. dom dla hodowców hortensji.codziennie odprawiają
pasażerów na prom.kurs korony -czterdzieści pięć groszy- jedna.
w Karlskronie spiżowy Karol XI dobywa szpady między ratuszem
a dwiema świątyniami. wieża ciśnień imituje zamek.ciśnie barokową
kopułę kościoła świętej trójcy. nieustannie emituje hebrajski napis .יהוה
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
niedziela, 30 lipca 2017
Akatyst lipcowy
Dla Julii Hartwig
chłodna połowa lipca Pensylwanio
w Delaware odbija się grzbiet Appalachów
trzeba zasnąć łagodnie śniąc o lubelskim
podwórku być jak najdłużej w domu Anny
otrzeć w kaplicy szeptów o omszałą ścianę
za którą nie dociera nigdy słowo Pantokrator
murami zamku po kamienicę Klonowica złotą
ulicę Kyrie eleison nad nami Kyrie eleison
nad słońca błysk w połowie lipca na balkonie
w Weronie a może gdzie indziej Pensylwanio
odkąd Delaware matowo odbija spojrzenia
za którą nie dociera nigdy słowo Pantokrator
murami zamku po kamienicę Klonowica złotą
ulicę Kyrie eleison nad nami Kyrie eleison
nad słońca błysk w połowie lipca na balkonie
w Weronie a może gdzie indziej Pensylwanio
odkąd Delaware matowo odbija spojrzenia
Rapsodia wołomińska
cieniom
ciotki Haliny
pobocza
cykorii pełne ukradzione niebu
w pochmurne
dni lipcowe gdy za karawanem
skręcamy na
Nieporęt omijając łukiem lasy sady
ogrody pełne
mirabelek puste miasta wsie
nad łąkami
do bagien prosto na Czarną banner
zamieszkaj
w Mławie wyrasta po drodze
mijając
Pułtusk Maków pola maków pełne
rumianków
plantacje niespokojny deszcz
uciekają w
tyle szyby wojenne cmentarze
cały front
1920 roku kadrowa pierwsza druga
na granicy
dwóch wojen okolice bliskie dalekie
stawiały
gardę przeciwko bagnetom korpusu Gaja
armii konnej Budionnego zbożowa nizina pszenno -
buraczana
czekająca na noce Walpurgii nowy
Berlin pod
Nosarzewem Borowym gdzie dworu
Piechowskich
już nie ma podróżne chrząszcze
spadają na
ruchliwe wycieraczki szosa ucicha
krople
deszczu rozbryzgują siny horyzont
elan vital
trwa muzyka Carlosa Santany –missa
czwartek, 18 maja 2017
Z nieodbytej wyprawy do Lotofagów
Są ludzie pozbawieni poczucia czasu. Chcą zrywać kwiaty, które się jeszcze nie stały kwiatami: i wtedy okazuje się, że nie ma kwiatów.
Antoine de Saint- Exupery
przy lasku nie ma przylaszczek biały zawilec gajowy nieśmiało
główkuje przed czasem sarny pyszczkami potrą korę brzóz
po zimie rudość płowieje nie do końca zimny zapis gubi klucz
gęsi nie szarogęszą Breughel młodszy w smartfonie robi za tło
muzyka głuchnie wewnątrz ślimaka pełza wyobrażone allegro
non molto vivace łaskoczą włoski wszystkie drogi trop tracą bo
teraz bliżej nieba ociemniałe lasy w wielkomiejskich dżunglach
gubią szyszki bagnom roztopom błotom asfalt będzie uwierać
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)