niedziela, 30 lipca 2017


Akatyst lipcowy

                                Dla Julii Hartwig

chłodna połowa lipca Pensylwanio
w Delaware odbija się grzbiet Appalachów
trzeba zasnąć łagodnie śniąc o lubelskim
podwórku być jak najdłużej w domu Anny


otrzeć w kaplicy szeptów o omszałą ścianę
za którą nie dociera nigdy słowo Pantokrator
murami zamku po kamienicę Klonowica złotą
ulicę Kyrie eleison nad nami Kyrie eleison

nad słońca błysk w połowie lipca na balkonie
w Weronie a może gdzie indziej Pensylwanio
odkąd Delaware matowo odbija spojrzenia


Rapsodia wołomińska
                                     cieniom ciotki Haliny


pobocza cykorii pełne ukradzione niebu
w pochmurne dni lipcowe gdy za karawanem
skręcamy na Nieporęt omijając łukiem lasy sady
ogrody pełne mirabelek puste miasta wsie


nad łąkami do bagien prosto na Czarną banner
zamieszkaj w Mławie wyrasta po drodze
mijając Pułtusk Maków pola maków pełne
rumianków plantacje niespokojny deszcz


uciekają w tyle szyby wojenne cmentarze
cały front 1920 roku kadrowa pierwsza druga
na granicy dwóch wojen okolice bliskie dalekie
stawiały gardę przeciwko bagnetom korpusu Gaja

armii konnej Budionnego zbożowa nizina pszenno -
buraczana czekająca na noce Walpurgii nowy
Berlin pod Nosarzewem Borowym gdzie dworu
Piechowskich już nie ma podróżne chrząszcze


spadają na ruchliwe wycieraczki szosa ucicha
krople deszczu rozbryzgują siny horyzont
elan vital trwa muzyka Carlosa Santany –missa